Sztuka prawdziwa bez tajemnicy istnieć nie potrafi

(…) Obrazy z drugiej połowy lat 90-tych są tak naładowane znaczeniami, że każdy z osobna mógłby być traktatem, już nie tylko środkowe partie przypominają obeliski i tablice z inskrypcjami, symbolami i tajemnymi znakami, są nimi całe płótna.

Tak naprawdę jednak nie o traktaty symboliczne i narrację tutaj idzie, lecz o poszukiwanie w głębokiej przeszłości źródeł własnej sztuki, własnych środków przekazu, kodów i symboli, i zarazem uniwersalnego mitu, idei Człowieka, Natury, Wszechświata. To co chce nam malarka powiedzieć o praźródłach i prawzorach ma walor symboliczny, magiczny, i mimo, że sięga do „modeli” abstrakcyjnych, a więc zobiektywizowanych, jest głęboko subiektywnym wyrazem jej własnego JA w pierwszym rzędzie, a dopiero potem intuicyjnym odczytaniem archetypu Człowieka, ludzkości, Wszechświata. (…)

Pod względem ideowym Małgorzata Maćkowiak maluje ciągle ten sam obraz, rozpisany na wiele wizerunków, „boskich iskierek w ułamkach świata”, to obraz rozbity na fragmenty i rozciągnięty w czasie zarazem. Jego kluczowym pojęciem jest Tajemnica. Obraz ten, jako rezultat przenikającej wszystko jakiejś materii i energii, ma wiele różnorodnych, niepowtarzalnych materializacji, ale jego znaczenie jako procesu, póki co, nie polega na odkryciu prawzoru, praźródła, praenergii itd., lecz na byciu samy w sobie przemianą, tajemnica trwania. Obraz jako „odkrywanie samego siebie”( J. Pollock) jest odwieczny, a u źródeł tego poszukiwania stoi wewnętrzna potrzeba namalowania nienazwanego, przeczuwanego, czegoś pulsującego zarówno w jednostkowej podświadomości jak i zbiorowej świadomości ludzkości. To poszukiwanie prawzorów, odnajdywanie pralęków, nazywanie pragnień odbywa się przez odrzucanie tego co przypadkowe, absurdalne, nieporządne, zbędne. (…)

Niedawno głośno było o odkryciu matematyków i fizyków: wzory, które tworzył na obrazach J. Pollock są fraktalami, czyli obiektami o ułamkowym wyrazie. Oznacza to między innymi, że każdy obraz może mieć swój jedyny wzór, jakby na zasadzie linii papilarnej. I choć obrazy są nadal takie same, to świadomość powyższego sprawia, że zawarta w nich dawka spontaniczności jakby „ulatuje”. Dlatego Małgorzacie Maćkowiak życzyć wypada, aby jej malarska podróż w poszukiwaniu utraconego prawzoru zakończyła się niepowodzeniem, bo sztuka prawdziwa bez tajemnicy istnieć nie potrafi. (…)

Zbigniew Kraska, W poszukiwaniu utraconego prawzoru, w poszukiwaniu siebie, 1999r.