Napisany obraz. Znaki, jeszcze nie litery…

Napisany obraz. Znaki, jeszcze nie litery, ślad oddechu, pospieszny ruch ręki zgodny z wewnętrznym rytmem przepływających myśli. Zapis zmysłowego postrzegania świata z pogranicza kontemplacji i horyzontów wyobraźni.

„Wszystkie litery były najpierw znakami, a wszystkie znaki były wcześniej obrazami” – ta myśl Wiktora Hugo przypomina mi o źródłach naszej kultury – pochodzeniu słów, mowy i pisma. Obraz wart jest tysiąca słów, mówią, ale i jedno słowo może wywołać w umyśle tysiąc obrazów. Interesuje mnie ta tajemnicza i wrodzona, genetyczna właściwość ludzkiego umysłu – umiejętność tworzenia abstrakcyjnych pojęć – a w konsekwencji wynalazek pisma. Dla mnie najbardziej atrakcyjny jest aspekt wizualny tego procesu. Ten moment kiedy obraz staje się znakiem a znak symbolem. Przemiana ta jest dla mnie fascynująca z powodu obecności w niej abstrakcji i geometrii. Litera. Geometria tego symbolu jest śladem przeszłej transformacji, historii ludzkiego myślenia i przedmiotem mojej malarskiej fascynacji.

Litery to wizualne symbole tworzące kod, umowny szyfr- pismo, którym posługuje się grupa ludzi na danym obszarze geograficznym, w określonym czasie. Dla przybysza z zewnątrz, z poza granicy jaką wyznacza język, szyfr ten jest niezrozumiałą melodią, tekst pisany zaś niezrozumiałym obrazem.

Podobnie jest z pismem na moich obrazach, widz jest takim właśnie „obcym”, którego zapraszam do wewnętrznej krainy, gdzie geografia i historia są moim subiektywnym przeżyciem. „Zapisuję”, podobnie jak człowiek, który dawno temu zapragnął utrwalić swoje myśli i zaczął porządkować hieroglificzne znaki w poziome czy pionowe ciągi i w końcu zaczął nadawać graficzną formę fonetycznym dźwiękom i nadał znaczenie znakom. Jednak ja nie poszukuję spójnego systemu znaków, nie tworzę nowego pisma. Nie jest konieczne odczytywanie „tekstów”, te obrazy są jednak obrazami do oglądania. Nie-czytanie jest jednak trudne, chęć odkrycia treści, tajemnicy tekstu jest silniejsza niż pojmowanie rozumowe – na pierwszy rzut oka widać, że to nie jest żaden ustalony język, że są to znaki, podobne do liter, ale literami jeszcze nie są. Ta reakcja jest jednak naturalną funkcją naszych umysłów. Mózg odruchowo porządkuje struktury, szuka porządku i wzoru, odwołuje się do tego co znane i ustalone. Szuka konieczności w świecie nieskończonych możliwości.

W obrazach pojawiają się słowa mające znaczenie, ale mieszam języki, formy gramatyczne, szyk liter, rozbijam linearną strukturę znaczeń. Nie ma ścieżki lewo – prawo, góra-dół, przypadkowość skojarzeń (odnajdywania słów) nadaje temu komunikatowi osobisty wymiar. Każdy ma szansę stworzyć własne interpretacje, dodać osobiście odczytaną treść.

Jednak to obrazowa wymowa znaków pisanych na tych obrazach jest ich najistotniejszą funkcją. Nawarstwianie się jednych znaków na drugich, kolor (ograniczony do wąskiej gamy barwnej) i rytm tworzą obraz będący wynikiem zmysłowej kontemplacji, gdzie obrazy jawią się jako gra wyobraźni z rzeczywistością. Język mojego malarstwa to język znaków i symboli, język koloru, światła i ciemności. Tworzę własny kod, obrazowy system porozumiewania się, na tyle jednak uniwersalny, aby możliwa była „deszyfracja”, odczytanie i dialog z widzem bez zbędnych wyjaśniających artystyczną intencję elaboratów.
Może prawdziwe są słowa Jeanette Winterson, że – „Artysta to tłumacz, ktoś, kto nauczył się przekładać na swój własny język obce języki kamieni, ptaków, snów, ciała, świata materialnego, świata niewidzialnego, seksu, śmierci, miłości. Inny język, to inna rzeczywistość.”
Moje obrazy są konsekwencją poszukiwań wizualnych interpretacji rzeczywistości. Mojej rzeczywistości.

Małgorzata Maćkowiak