Usymbolizowana moc

Malarstwo jest dla mnie poszukiwanej jedności wszechrzeczy. Jest szukaniem równowagi i prawdy, która w świecie przeciwieństw łączy człowieka z Naturą, Ziemią i Kosmosem. To również pierwotna potrzeba odczytywania świata i opisania fundamentalnych relacji między człowiekiem a Uniwersum. Obraz, znak, symbol, skrót wizualny stanowi dla mnie podstawową formę poznania świata i reakcji na to poznanie.

Wszystko, czego nie udaje się wyrazić werbalnie, za pomocą pojęć, przekazuję w postaci naładowanych znaczeniowo obrazów. Paradoksalnie, poszukując jedności i prawzorów, nie oczekuję jednoznacznych odpowiedzi. Interesująca jest dla mnie wieloznaczność obrazów i ambiwalencja symboli, wyrażająca biegunowy, wielowarstwowy charakter rzeczywistości.

Dzięki wieloznaczności, pewnej nieokreśloności i braku doskonałości „wszystko” staje się w obrazie możliwe – otwartość skojarzeń, różnorodność interpretacji… – i tak pojawia się „niejednoznaczne, niespodziewane, przypadkowe, absurdalne, niemożliwe…”

Używane przeze mnie w malarstwie znaki, symbole i forma obrazowania są nośnikami określonych znaczeń, których treść odnosi się do czegoś większego, co istnieje poza nimi. Obrazy są nieadekwatnym wspomnieniem i dalekim echem, doskonałego, przeczuwalnego świata prawzoru.

Dla mnie sztuka w ogóle uosabia i symbolizuje moc niepostrzegalnej rzeczywistości, jest po to, jak się wyraził Paul Klee, aby „nadać duchowi formę, czyniąc niewidzialne widzialnym”. Malarstwo Jest po prostu po to, by mówić o rzeczach, których nie może oddać słowo i w tym sensie nie jest zupełnie ludzkie.

Małgorzata Maćkowiak, Głogów 1995

Doświadczenie malarskie

Fundamentem mojej pracy malarskiej jest cisza i spokój. Ta praca (kreacja) wyrasta na gruncie zmysłowej kontemplacji (z łac. contemplatio – przypatrywanie się), gdzie obrazy (to, co widzialne zmysłowo, zobaczone) jawią się jako gra wyobraźni z rzeczywistością. Ten rodzaj kontemplacji pozwala formować wizje i przekształcać je w nowe obrazy. To, co widoczne dla obserwatora, czyli skończone obrazy-płótna jest wynikiem tego kreacyjnego procesu kontemplacji, subiektywnym zapisem procesu metamorfozy wizji w obiektywny i samodzielny byt – obraz. Sztuka jest metaforą, (z greckiego meta-ponad i pherein – nosić) przenosi mnie w nowe rejony percepcji czy, może mówiąc prościej, odświeża ją. Jest dla mnie mostem łączącym dwa bieguny doświadczenia. Scala istnienie i tworzy więź pomiędzy materialnością i duchowością. Pozwala przezwyciężyć przyzwyczajenia dualistycznego oglądu świata. Dzięki zmysłowemu poznaniu, które sztuka wzmacnia i czyni ciekawym, możliwe staje się doświadczenie duchowe.

Język mojego malarstwa to język znaków i symboli, język koloru, światła i ciemności. Próbuję stworzyć własny kod, obrazowy system porozumiewania się, na tyle jednak uniwersalny, aby możliwa była „deszyfracja”, odczytanie i dialog z widzem bez zbędnych, wyjaśniających artystyczną intencję elaboratów. „Opowiadam” poprzez znaki, symbole i geometrię, tworzę własne uniwersum, w warstwie treściowej obrazu nawiązuję do dawnych kosmogonii, filozofii i religii, opowiadam o własnym doświadczaniu świata i swoich doświadczeniach. Próbuję przełożyć tkankę mojego życia na język sztuki w sposób uniwersalny. Nieprzedstawiający język malarstwa abstrakcyjnego sugeruje jedynie związki mojego malarstwa z życiem, przemijaniem i śmiercią.

W oszałamiającej ilości bodźców, jakich dostarcza rzeczywistość, szukam takich, które zatrzymają moją uwagę na dłużej, wyzwolą naturalną potrzebę kontemplacji. Pozwolą zatrzymać zmysłowo – umysłowy taniec słów, wizji i obrazów. (Podobno samo widzenie jest już kreacją i interpretacją, bo mózg przetwarza i porównuje widzianą rzeczywistość z tym co zachowane w pamięci). Moja praca malarska jest rodzajem medytacji, kiedy maluję, nie myślę – w sensie werbalnym i logicznym.

Myślę obrazami. I ten fakt (stan) ma zasadnicze znaczenie przy interpretacji moich obrazów. W moim malarstwie próbuję połączyć liryczną intensywność doświadczania świata i języka abstrakcyjnej, matematycznej geometrii z rozmaitymi filozoficznymi i religijnymi ideami. Interesuje mnie ta tajemnica, która kryje się za dziełem sztuki i która przenika rzeczywistość, a która w dziele sztuki wydaje się być bardziej intensywna, „skondensowana”.

Bliskie jest mi alchemiczne i szamanistyczne podejście do kreacji, łączące świat zmysłowy, materialny ze światem doświadczenia duchowego. Jak pisał Paul Klee „stosunek artysty do aktu tworzenia jest metaforyczny. Sztuka jest zawsze przenośnią wobec kosmosu”.

Jestem głęboko osadzona w kręgu sztuki abstrakcyjnej, moje pierwsze „własne” obrazy inspirowane malarstwem Zbigniewa Makowskiego, powstały jeszcze w liceum, około roku 1979, tak więc wybór języka geometrycznej abstrakcji nie wydaje się być przypadkowy, jest konsekwentnym wyborem. A jeśli jednak jest przypadkiem, to takim, który staje się koniecznością.

Jednak pierwszym artystą, którego dzieła mnie zafascynowały i którego rysunki nieudolnie kopiowałam, jeszcze jako dziecko, był Albrecht Dürer. Może to właśnie wtedy oczarowała mnie tajemnica geometrii zawarta w dziele sztuki, kiedy oglądałam dürerowską Melancholię I.

Napisany obraz. Znaki, jeszcze nie litery…

Napisany obraz. Znaki, jeszcze nie litery, ślad oddechu, pospieszny ruch ręki zgodny z wewnętrznym rytmem przepływających myśli. Zapis zmysłowego postrzegania świata z pogranicza kontemplacji i horyzontów wyobraźni.

„Wszystkie litery były najpierw znakami, a wszystkie znaki były wcześniej obrazami” – ta myśl Wiktora Hugo przypomina mi o źródłach naszej kultury – pochodzeniu słów, mowy i pisma. Obraz wart jest tysiąca słów, mówią, ale i jedno słowo może wywołać w umyśle tysiąc obrazów. Interesuje mnie ta tajemnicza i wrodzona, genetyczna właściwość ludzkiego umysłu – umiejętność tworzenia abstrakcyjnych pojęć – a w konsekwencji wynalazek pisma. Dla mnie najbardziej atrakcyjny jest aspekt wizualny tego procesu. Ten moment kiedy obraz staje się znakiem a znak symbolem. Przemiana ta jest dla mnie fascynująca z powodu obecności w niej abstrakcji i geometrii. Litera. Geometria tego symbolu jest śladem przeszłej transformacji, historii ludzkiego myślenia i przedmiotem mojej malarskiej fascynacji.

Litery to wizualne symbole tworzące kod, umowny szyfr- pismo, którym posługuje się grupa ludzi na danym obszarze geograficznym, w określonym czasie. Dla przybysza z zewnątrz, z poza granicy jaką wyznacza język, szyfr ten jest niezrozumiałą melodią, tekst pisany zaś niezrozumiałym obrazem.

Podobnie jest z pismem na moich obrazach, widz jest takim właśnie „obcym”, którego zapraszam do wewnętrznej krainy, gdzie geografia i historia są moim subiektywnym przeżyciem. „Zapisuję”, podobnie jak człowiek, który dawno temu zapragnął utrwalić swoje myśli i zaczął porządkować hieroglificzne znaki w poziome czy pionowe ciągi i w końcu zaczął nadawać graficzną formę fonetycznym dźwiękom i nadał znaczenie znakom. Jednak ja nie poszukuję spójnego systemu znaków, nie tworzę nowego pisma. Nie jest konieczne odczytywanie „tekstów”, te obrazy są jednak obrazami do oglądania. Nie-czytanie jest jednak trudne, chęć odkrycia treści, tajemnicy tekstu jest silniejsza niż pojmowanie rozumowe – na pierwszy rzut oka widać, że to nie jest żaden ustalony język, że są to znaki, podobne do liter, ale literami jeszcze nie są. Ta reakcja jest jednak naturalną funkcją naszych umysłów. Mózg odruchowo porządkuje struktury, szuka porządku i wzoru, odwołuje się do tego co znane i ustalone. Szuka konieczności w świecie nieskończonych możliwości.

W obrazach pojawiają się słowa mające znaczenie, ale mieszam języki, formy gramatyczne, szyk liter, rozbijam linearną strukturę znaczeń. Nie ma ścieżki lewo – prawo, góra-dół, przypadkowość skojarzeń (odnajdywania słów) nadaje temu komunikatowi osobisty wymiar. Każdy ma szansę stworzyć własne interpretacje, dodać osobiście odczytaną treść.

Jednak to obrazowa wymowa znaków pisanych na tych obrazach jest ich najistotniejszą funkcją. Nawarstwianie się jednych znaków na drugich, kolor (ograniczony do wąskiej gamy barwnej) i rytm tworzą obraz będący wynikiem zmysłowej kontemplacji, gdzie obrazy jawią się jako gra wyobraźni z rzeczywistością. Język mojego malarstwa to język znaków i symboli, język koloru, światła i ciemności. Tworzę własny kod, obrazowy system porozumiewania się, na tyle jednak uniwersalny, aby możliwa była „deszyfracja”, odczytanie i dialog z widzem bez zbędnych wyjaśniających artystyczną intencję elaboratów.
Może prawdziwe są słowa Jeanette Winterson, że – „Artysta to tłumacz, ktoś, kto nauczył się przekładać na swój własny język obce języki kamieni, ptaków, snów, ciała, świata materialnego, świata niewidzialnego, seksu, śmierci, miłości. Inny język, to inna rzeczywistość.”
Moje obrazy są konsekwencją poszukiwań wizualnych interpretacji rzeczywistości. Mojej rzeczywistości.

Małgorzata Maćkowiak

Transformacja – geometria symbolu.

Od osobistych inspiracji poprzez ponadkulturowe znaczenia po obraz świata (imago mundi). Być może z powodu studiów na wydziale architektury wnętrz, nauczyłam się widzieć świat również z perspektywy geometrii i ładu, który ona wyznacza i opisuje.

A jak pisze w swojej książce Adrian Frutiger „Człowiek i jego znaki” – „Wspierani przez archeologię wychodzimy z założenia, że człowiek ma wrodzone poczucie geometrii. Sięgające pradziejów ślady pierwotnych znaków geometrycznych znajdujemy w wielu regionach Ziemi i można przyjąć, że dla różnych ludzi w różnych czasach miały podobną wymowę i znaczenie”.

To stwierdzenie daje mi wiarę, że geometria, czyli mierzenie ziemi, ten dział matematyki, zajmujący się pierwotnie badaniem figur i stosunków przestrzennych, ma związek z symbolicznym pojmowaniem rzeczywistości. I z symbolicznym jej przedstawianiem. A co za tym idzie, daje możliwość przetwarzania tego, co pomyślane, wyobrażone, wyśnione w formę widzialną. Transformacja i geometria w sposób szczególny wiążą się również z ideą podróży, która jest dla mnie źródłem nieustających inspiracji artystycznych.

Geometria podróży – przemieszczanie się w czasie i przestrzeni, od punktu do punktu, tworzy w wyobraźni linie układające się w niewidzialny rysunek. Widziane w czasie podróżowania pejzaże i wszelkie ślady ludzkiej działalności układają się, jak gdyby, w rzut wirtualnej budowli, tworząc architekturę doświadczenia.

W tej wyobrażeniowej konstrukcji znajduje swoje miejsce przestrzeń znaczeń, pełna symboli i obrazów. Są one moim osobistym doznaniem, łączą się jednak z archetypowymi, ponadkulturowymi znaczeniami. Podróż czasami przemienia wyobraźnię, jest często podobna do transu, gdzie wszystko odnosi się – poza, przez, ponad – rzeczywistość i czas – pomimo „zakotwiczenia” w rzeczywistej teraźniejszości. Szukam w tym wszystkim czegoś uniwersalnego i ponadczasowego, może nawet wiecznego. W roku 1995 przygotowując wystawę w Państwowej Galerii Sztuki w Legnicy, napisałam, że malarstwo jest dla mnie poszukiwaniem utraconej jedności wszechrzeczy, poszukiwaniem porządku pomiędzy człowiekiem a uniwersum.

Odkrywaniem Kosmosu w sensie pierwotnego znaczenia tego słowa – kosmos z gr. porządek, ład. Obraz, znak, symbol, skrót wizualny stanową dla mnie podstawową formę poznania świata i równocześnie są reakcją na to poznanie. To wszystko czego nie udaje mi się wyrazić werbalnie, za pomocą pojęć, przekazuję w postaci naładowanych znaczeniowo obrazów. Obraz to dla mnie, jak gdyby, budowanie własnej wizji harmonii i ładu, która w rzeczywistości, często jest pełna chaosu i destrukcji.

Używane przeze mnie w malarstwie znaki, symbole i sposoby obrazowania są nośnikami określonych znaczeń, których treść odnosi się do czegoś większego, co istnieje poza nimi. Dla mnie sztuka w ogóle uosabia i symbolizuje moc niepostrzegalnej rzeczywistości i jest po to, aby – jak się wyraził Paul Klee – „nadać duchowi formę, czyniąc niewidzialne widzialnym”.

Figury geometryczne, znaki i symbole, które mnie najbardziej interesują to, kwadrat, trójkąt, koło i jego szczególny symboliczny przypadek księżyc. Pomimo, że inspirują mnie podróże, literatura, sny i świat widzialny nie posługuję się obrazowaniem realistycznym, lecz znakowo-symbolicznym.

Moje rozważania teoretyczne, które towarzyszą praktyce artystycznej, są próbą uporządkowania myśli. Wiedza na temat symboli i ich usytuowania w systemach religijnych, mitycznych czy kosmogoniach pozwala pogłębić to, co w pracy malarskiej jest intuicyjne i spontaniczne. Dzieło sztuki jest więc dla mnie przejawem poszukiwania jedności przeciwieństw i próbą uchwycenia sensu zawartego w ponadkulturowym świecie symboli.

Małgorzata Maćkowiak