Hieroglif tajemnicy

Pierwsze doznanie jest właśnie takie: hieroglif tajemnicy. Autorka swoimi pracami zdaje się mówić: to nieprawda, że urodziliśmy się dwadzieścia, czterdzieści, pięćdziesiąt lat temu. Tak naprawdę urodziliśmy się 10-14 miliardów lat wcześniej. Urodziliśmy się razem z tajemnicą wszechświata, która jest w nas zapisana. Nerw tajemnicy przenika umysł, ciało, ale jest również rejestratorem kosmologicznej pamięci.

Malarstwo Małgorzaty Maćkowiak można również nazwać procesem wtajemniczania w to, co jest dziejami kosmosu, z może nawet przed-bytu. I jest w tym również ukryte pytanie o dzieje Boga przed stworzeniem. Wektor interpretacji można przerzucić w drugą stronę: twórczość malarki zapisuje pamięć świadomości człowieka, pośmiertną pamięć ziemi. Tacy byliśmy, takie były nasze pragnienia, sny, przeczucia. I.B. Singer tak mówi o tym „gatunku” pamięci: „powiedzmy, że mucha wpadła w sieć pająka i pająk ją wyssał. Jest to fakt wszechświata i taki fakt nie może być zapomniany. Gdyby taki fakt został zapomniany, powstałaby skaza na świecie.”

W obrazy przenika surrealistyczny klimat, bo przecież dojście do rdzenia tajemnicy nie może być osadzone tylko w umyśle. Wtajemniczeniem staje się gąszcz linii, koło, trójkąt, punkt. Autorka stawia pytanie: kto jest za tym ładem, symetrią, harmonią ? Wyizolowane fragmenty rzeczywistości olśniewają bytem esencjonalnym, epifanijnym, stają się poszyciem niewiadomego. To może być kształt litery, nacięcie na korze drzewa. Formy stają się symultaniczne, przepływają w symbole. Przenikamy w wibrację niejednoznaczności, płynności, zawieszenia. Autorka mówi obrazem: zatrzymajmy to „panta rhei”, gdzieś poza człowiekiem, w absurdalnym punkcie odniesienia. Wtedy „axix mundi” może być linią, punktem, aniołem, księżycem w Sparcie.

Andrzej Ogrodowczyk, Poznań, 2002 r.

Sztuka prawdziwa bez tajemnicy istnieć nie potrafi

(…) Obrazy z drugiej połowy lat 90-tych są tak naładowane znaczeniami, że każdy z osobna mógłby być traktatem, już nie tylko środkowe partie przypominają obeliski i tablice z inskrypcjami, symbolami i tajemnymi znakami, są nimi całe płótna.

Tak naprawdę jednak nie o traktaty symboliczne i narrację tutaj idzie, lecz o poszukiwanie w głębokiej przeszłości źródeł własnej sztuki, własnych środków przekazu, kodów i symboli, i zarazem uniwersalnego mitu, idei Człowieka, Natury, Wszechświata. To co chce nam malarka powiedzieć o praźródłach i prawzorach ma walor symboliczny, magiczny, i mimo, że sięga do „modeli” abstrakcyjnych, a więc zobiektywizowanych, jest głęboko subiektywnym wyrazem jej własnego JA w pierwszym rzędzie, a dopiero potem intuicyjnym odczytaniem archetypu Człowieka, ludzkości, Wszechświata. (…)

Pod względem ideowym Małgorzata Maćkowiak maluje ciągle ten sam obraz, rozpisany na wiele wizerunków, „boskich iskierek w ułamkach świata”, to obraz rozbity na fragmenty i rozciągnięty w czasie zarazem. Jego kluczowym pojęciem jest Tajemnica. Obraz ten, jako rezultat przenikającej wszystko jakiejś materii i energii, ma wiele różnorodnych, niepowtarzalnych materializacji, ale jego znaczenie jako procesu, póki co, nie polega na odkryciu prawzoru, praźródła, praenergii itd., lecz na byciu samy w sobie przemianą, tajemnica trwania. Obraz jako „odkrywanie samego siebie”( J. Pollock) jest odwieczny, a u źródeł tego poszukiwania stoi wewnętrzna potrzeba namalowania nienazwanego, przeczuwanego, czegoś pulsującego zarówno w jednostkowej podświadomości jak i zbiorowej świadomości ludzkości. To poszukiwanie prawzorów, odnajdywanie pralęków, nazywanie pragnień odbywa się przez odrzucanie tego co przypadkowe, absurdalne, nieporządne, zbędne. (…)

Niedawno głośno było o odkryciu matematyków i fizyków: wzory, które tworzył na obrazach J. Pollock są fraktalami, czyli obiektami o ułamkowym wyrazie. Oznacza to między innymi, że każdy obraz może mieć swój jedyny wzór, jakby na zasadzie linii papilarnej. I choć obrazy są nadal takie same, to świadomość powyższego sprawia, że zawarta w nich dawka spontaniczności jakby „ulatuje”. Dlatego Małgorzacie Maćkowiak życzyć wypada, aby jej malarska podróż w poszukiwaniu utraconego prawzoru zakończyła się niepowodzeniem, bo sztuka prawdziwa bez tajemnicy istnieć nie potrafi. (…)

Zbigniew Kraska, W poszukiwaniu utraconego prawzoru, w poszukiwaniu siebie, 1999r.

Siła estetycznego działania…

Odrywa się z gruntu
imituje powietrze
tworzy na powierzchni
cudowne roziskrzenie
faluje
ciepłym południem
wyrwany z ciszy
zielony spokój.

Jest pewien rodzaj malarstwa, które nie poddaje się rozpoznaniu i trzeba dystansu aby rozszyfrować znaczenie znaków zasygnalizowanych przez artystę. Im bardziej są one oderwane od konkretnej rzeczywistości tym więcej budzą skojarzeń. To co widzimy staje się przez to wieloznaczne i umowne – nie precyzuje zjawiska ani jego zdarzenia, jest poza empirią zewnętrznej materii. (…)

Siła estetycznego działania wynika z niejednoznaczności użytych barw i z gry – transformacja pigmentów z dodatkiem wrażliwości artysty. Jest to proces powstający w wyniku manipulacji reki, alchemii barwy, cudowności samego tworzenia.

Telemach Pilitsidis, MIT, kwiecień 1996r., Głogów

Precyzyjnie obliczony ruch…

Małgorzata Maćkowiak ukończyła architekturę wnętrz i fakt ten zasugerował mi pewną zależność, która w malarstwie artystki daje swój namacalny wyraz. W konstrukcji jej prac zaznacza się ten pierwszoplanowy, geometryczno-architektoniczny nurt.

Płaskie formy wnoszą swą dynamiką wzajemnych układów pewien, jakby precyzyjnie obliczony ruch, który spotęgowany jest kontrastami barw i półtonów, relacją licznych i drobnych faktur, hieroglificznych znaków i symboli.
Świat obrazu jest jednak przestrzenny, pomyślany jako droga prowadząca do „centrum”, do „wnętrza” poprzez bramy, szczeliny, uchylone okna czy drzwi, zachęcające do przekroczenia progu i odnalezienia za nim jakiejś subiektywnie rozumianej tajemnicy.

Tamara Przypis, Plastyka i Wychowanie, 2/3 2000r. , Warszawa

Charakter intymnej rozmowy…

(…) Małgorzata Maćkowiak po raz pierwszy chyba pokazała na tym konkursie „papiery”. (…) Przyciągają one uwagę widza swoją wewnętrzną, wielowątkową narracją zbudowaną z dziennikowych zapisów ilustrowanych rysunkami; całość tworząca swoisty ornament na charakter intymnej rozmowy, zwierzenia, wymiany doświadczeń nabytych w kontakcie z codziennością, która dla autorki nigdy nie jest „zwykła”, raczej wciąż zaskakująca i warta niebanalnej refleksji. (…)

Mirosław Ratajczak, katalog – Galeria Sztuki w Legnicy, 2001r.

Chodzi o obraz, a więc o ten świat nowy

(…) Oglądając obrazy Małgorzaty Maćkowiak oglądamy wprawdzie formy, którym przyporządkujemy treści filozoficzne, jednak zasadniczym nośnikiem ekspresji tych obrazów są ich systemy wizualne, ich wartości plastyczne jak barwy i kształty stanowiące jakości same w sobie. Chodzi o obraz, a więc o ten świat nowy, kreowany po raz pierwszy i jedyny, nigdy poza obrazem nie istniejący ani przedtem ani potem.

Obrazy Małgorzaty Maćkowiak prowokują do szukania w nich sensu filozoficznego, a jest to możliwe właśnie dzięki wyrazistości języka plastycznego oraz czytelności zastosowanych konwencji wizualnych i formalnych, które realizuje artystka bezbłędnie, dzięki swej doskonałej i perfekcyjnej technice malarskiej. Nie sprawia jej trudu zarówno tworzenie wielopłaszczyznowych struktur barwy, jak i skomplikowanych duktów wielowarstwowych porządków z ich wzajemnymi napięciami i dialektycznymi relacjami.

Użyte w obrazach różnorodne techniki i materiały zwiększają jeszcze wrażenie niezwykłej gęstości i pełni struktur obrazowych. Stanowią one równocześnie manifestacje „obrazu klasycznego”, manifestacje obrazu samo zwrotnego i autonomicznego. To z kolei odróżnia artystkę od wspomnianego już action painting, a także wielu współczesnych „akcji artystycznych z ich zamiarem zacierania granicy pomiędzy obrazem a tworzeniem, czy dziełem a odbiorcą. (…)

Andreas Billert, Ktalog – Państwowa Galeria Sztuki w Legnicy, 1996r.

Małgorzata Maćkowiak jest spadkobierczynią szamanów…

Małgorzata Maćkowiak jest spadkobierczynią szamanów i dawnych chińskich mędrców zamyślających się nad światem, którzy bywali poetami, kaligrafami i malarzami. Nawiązując do pradawnych przekonań swoją sztuką zakreśla krąg. Zaznacza strony świata i środek jako kosmiczne centrum. Tworzy imago mundi i zarazem wydziela obszar własnej aktywności twórczej. Poprzez „ja” będące środkiem kręgu życia nawiązuje do łączność z wszechświatem.

Gdyby środek owych nakładających się na siebie kół wydłużyć w oś dochodzącą do naszych czas ów i nałożyć na nią symboliczne kompleksy znaczeniowe z twórczości polskiej artystki, okazałoby się, że korespondują one z wyobrażeniami pochodzącymi z pierwotnych i wczesnohistorycznych kosmologii, które na osi czasu znalazły się wcześniej.
Można zatem i do jej sztuki odnieść zdanie Manfreda Lurkera i powiedzieć, ze sytuuje się ona „w kręgu granicznym (in Orizonte) – poniżej wieczności, powyżej czasu”.

Andrzej Haegenbarth